films
Director

DRUGIE ŻYCIE FILMU

111111

DRUGIE ŻYCIE FILMU

Już niebawem dowiemy się, co przeraziło Stanleya Kubricka, zaśpiewamy i zatańczymy „Time Warp”, ale przede wszystkim będziemy kontynuować sentymentalną podróż w głąb historii kina. Po sukcesie pierwszej edycji wracamy do filmowych archiwów, by odkryć kolejne skarby X Muzy – DRUGIE ŻYCIE FILMU zaprasza!

W programie klasyki kina autorskiego: debiut Louisa Malle’a „Windą na szafot” (1958) — stylowy kryminał noir z niezapomnianą muzyką Milesa Davisa, oraz „Służący” (1963) Josepha Loseya, mistrzowska psychologiczna gra o władzę między panem i lokajem. Zobaczymy też „Zawieście czerwone latarnie” (1991) Zhang Yimou — opowieść o walce o pozycję w hierarchii chińskiego haremu, która uczyniła reżysera objawieniem kinematografii Chin.

Dla widzów ciekawych tytułów, które nigdy nie trafiły na polskie ekrany, przygotowaliśmy holenderski thriller „Zniknięcie” (1988) — film, którego konstrukcją zachwycał się sam Stanley Kubrick. Nie ma tam krzyku, nie ma krwi, nie ma potwora czającego się w cieniu. Film nie szuka taniej grozy — zamiast tego wchodzi w głowę widza i zostaje tam na długo. Widz nie ogląda brutalnych scen, ale staje się świadkiem powolnego rozpadu człowieka. Strach rodzi się tu z psychologicznej subtelności i niepewności, która zostaje z widzem na długo.  Reżyser George Sluizer — adaptując powieść Tima Krabbé „Złote jajko” — zbudował film, który bywa porównywany do skrzyżowania „Milczenia owiec” z „Funny Games”. Czy podzielimy opinię Kubricka i również dojdziemy do wniosku, że „Zniknięcie” to najbardziej przerażający filmem, jaki reżyser kiedykolwiek widział.

Kiedy w 1975 roku „The Rocky Horror Picture Show” musical na podstawie sztuki Richarda O’Briena trafił do kin, nikt nie przewidział, że stanie się jednym z najdłużej granych filmów w historii kina. Połączenie horroru, science fiction, kampowego humoru i otwarcie na queerową estetykę, zmieniło reguły gry. Film dosłownie znalazł drugie życie na seansach o północy, gdzie publiczność nie tylko go oglądała, ale w nim uczestniczyła. Widzowie przychodzili przebrani za bohaterów filmu, recytowali dialogi razem z ekranem, śpiewali, tańczyli „Time Warp” na żywo i odpowiadali na kwestie aktorów własnymi komentarzami. Kino przestało być miejscem pasywnego odbioru, stało się przestrzenią rytuału, karnawału, przynależności. Dla wielu pokoleń, szczególnie osób queer, seanse „Rocky Horror” były jednym z pierwszych miejsc, gdzie inność nie tylko była tolerowana, ale celebrowana. Pół wieku po premierze „The Rocky Horror Picture Show” wraca na wielki kinowy ekran. Jak zareaguje publiczność LAFu? Przekonamy się już niebawem.

Filmowych wyborów dokonał rektor Piotr Kotowski.