LAF z perspektywy Rektora, czyli DRUGIE ŻYCIE FILMU
Podczas LAF pokażemy zaledwie małą próbkę „bliskich spotkań trzeciego stopnia” z żywymi zabytkami kina.
Przy tej ilości premier, jakie co miesiąc wchodzą do kin, można odnieść wrażenie, że film ma coraz krótszy żywot. Są jednak takie propozycje, które wracają i warto oglądać je na kinowym ekranie. Oczywiście, można do takich tytułów dotrzeć w wydaniu płytowym, na kanałach telewizyjnych, w streamingu czy w internecie, ale to w pewnym sensie profanacja. Piotr Kotowski wybrał filmy, które zasługują na przypomnienie o sobie lub ponowne odkrycie.
Na początek jedno z arcydzieł Francisa Forda Coppoli „Rozmowa” (1974), nagrodzone Złotą Palmą w Cannes. W momencie premiery wydawał się złowróżbną wizją świata poddanego presji inwigilacji. Dzisiaj rzeczywistość przerosła intuicję Coppoli, sieć podsłuchów i podglądania stała się wszechobecna. Tylko dylematy moralne, związane z naruszeniem cudzej prywatności, pozostały. Ostatni film Jonathana Glazera „Strefa interesów” stał się wydarzeniem sezonu. Ale jego autor nie pojawił się nagle znikąd. Konsekwentnie pracował na swoje osobne miejsce we współczesnym kinie. Z perspektywy dzisiejszego sukcesu warto spojrzeć wstecz na jego drogę na szczyt.
Za jej kamień milowy może uchodzić „Pod skórą” (2013). Oniryczna impresja zacierająca granicę między różnymi światami. Bywało, że międzynarodową karierę nasi reżyserzy zawdzięczali rodzimej cenzurze i czujności matki partii. Po odłożeniu na półkę filmu „Ręce do góry”, Jerzy Skolimowski przeniósł swoje aktywa za granicę. Z powodzeniem. A „Na samym dnie” (1970) okazał się ważnym punktem w jego filmografii. Chociaż akcja dzieje się tu w Anglii, to bohaterowie mają wiele wspólnego z postaciami jego pierwszych, zrealizowanych w Polsce filmów. W końcu wchodzenie w dorosłe życie napotyka na podobne problemy, tam i tu. Podobną przysługę – jeden film na półce („Diabeł”), drugi przerwany w trakcie realizacji („Na srebrnym globie”) – wspomniane instytucje wyświadczyły Andrzejowi Żuławskiemu. I może lepiej, że tak się stało. Wybuchowy temperament (na ekranie) reżysera i jego ekspresyjna wyobraźnia nie mieściły się w ówczesnym polskim kinie. Widać to chociażby w „Opętaniu” (1981) , które w fascynujący sposób łączy poetykę horroru z opisem rozpadu osobowości bohaterki filmu.








